Mówili, że życie obróci się nam do góry nogami. Nie wierzyłam. Wiedziałam, że jakoś to sobie poukładamy. Tak, by nie rezygnować z dotychczasowego życia. Ze szkoły, spotkań, wyjazdów, sportu. I wiecie co? W dużej mierze się to już udało!

Jak poskładać to wszystko w jedną, spójną całość?

Gdy już w pełni sobie uświadomiłam, że będę mamą, przyszedł czas na rozmyślania „jak my to wszystko ogarniemy?”. I w żadnym momencie mnie to nie przerażało. Wiedziałam, że nie jestem w tym wszystkim sama. Wiedziałam, że będę mogła liczyć na Pana Inżyniera, bo jemu tak samo zależy. Bo tak samo jak ja nie chce z niczego rezygnować. I nie chce, abym ja rezygnowała.
Nie martw się, nie będę tutaj zgrywać super bohaterki, która sobie ze wszystkim radzi. O nie! Nie wszystko jest takie idealne. Jest po prostu układane w jedną całość. Po naszemu.

Pierwszy miesiąc nie był zbyt łaskawy. Całodobowa opieka nad dzieckiem potrafi mocno nadszarpnąć zdrowie psychiczne kobiety. Mężczyzny zapewne również. Wzajemne poznawanie nie należy bowiem do najłatwiejszych. Zwłaszcza, że porozumiewamy się w całkiem różnych językach. Maleństwo nie potrafi mówić, bynajmniej nie w języku polskim, jakiego się uczyliśmy. I jedyne co rozumieją rodzice, to to, że coś nie do końca jest w porządku, skoro dziecko płacze.

Ponadto noworodek podobno przesypia 16-20h w ciągu doby. Podobno..  Bo mój, już niemowlak, przesypia w porywach do 8h na dobę. No więc fakt, książki czasami kłamią. Ale co z tego, że fakt ten jest nam dobrze znany? I tak to nasze  poprzewracane życie trzeba zacząć jakoś ogarniać.

Po pierwszym miesiącu rodzinne życie w nowym składzie zaczyna się delikatnie normować. Ta znienawidzona przeze mnie rutyna zaczyna pomagać w powrocie do normalności. Choć życie mamuśki kręci się wokół karmienia, przewijania, spania i zabawy, w to wszystko udaje się wplątać czas dla siebie. Jeśli zapewnimy dziecku posiłek i dobrą zabawę, możemy liczyć na chwilę spokoju.

Z niesamowitą pomocą przychodzą nasze kochane mamusie. I to, że nieraz potrafią być nadgorliwe to kolejny fakt. Ale, jak nikt inny, chcą dla nas dobrze (zresztą tak samo jak my dla swoich pociech). Poratują nas swoją obecnością i polulają dziecko, wezmą na spacer, czy zrobią nam zakupy. A my w tym czasie możemy w pełni zająć się rozrywką – pisaniem pracy magisterskiej, odkurzaniem, praniem, sprzątaniem, gotowaniem 😉 I choć piszę to z przekąsem, to nieraz także te aktywności traktuję jako odpoczynek. Bo przy bezgranicznej miłości do dziecka, czasem każda z nas potrzebuje odpoczynku od swojego maluszka. A każde oderwanie się od niego bywa właśnie odpoczynkiem.
Wracając do mam, babć, sióstr i innych bliskich duszyczek – możemy je delikatnie wykorzystać, by wyrwać się na godzinkę pilatesu, do kosmetyczki czy na naukę niemieckiego. Tak, taki grzeszek popełniam osobiście i wykorzystuję swoją rodzinkę. Ale wierzcie mi, że wcale nie mają mi tego za złe!

Wiem, że nie każdy ma tak dobrze, że może liczyć na pomoc innych. Ale uwierz, że jeśli się chce, to można nie rezygnować praktycznie z niczego! Dlatego też kupiliśmy z Panem Inżynierem przyczepkę wielofunkcyjną. Abyśmy mogli całą rodzinką jeździć na rowerze, na rolkach i biegać. Nie angażować non stop krewnych, a przy tym spędzać jak najwięcej czasu we trójkę. Aby nadal żyć aktywnie. Nieraz właśnie to pomaga nam wytrzymać ze sobą nawzajem i do tego nie zwariować! 😉

Przepełnione miłością do niemowlaka chcemy dla niego jak najlepiej. Lecz gdy nie zadbamy o swój komfort psychiczny i fizyczny, nie zagwarantujemy go również dziecku. Bo zmęczenie, brak snu, a do tego tęsknota za „dawnym życiem” zacznie nam bardzo doskwierać. I zamiast promienieć szczęściem, pogrążymy się w żalu i zazdrości, że inni mają lepiej. Życie z maleństwem wcale nie jest proste, wbrew temu, co często przedstawiają media. Ale trzeba być na to przygotowanym i poukładać je po swojemu.

Na to całe szaleństwo (chyba nawet trafne to określenie?) warto mieć plan już przed porodem. Choć zapewniam, że nie sprawdzi się w 100%, ale jest już na czym bazować. I jest do czego dążyć. Byle nie za wszelką cenę. Czasem lepiej odpuścić. Dziecko to żywe stworzenie. Stworzenie najbliższe naszemu sercu. I nie warto robić czegoś wbrew niemu, jeśli zdecydowanie mu to nie pasuje. Nikt przecież nie lubi, gdy się mu dyktuje co i jak ma robić.