Jak zakochać się w górach? Przyznam szczerze, że nie miałam z tym problemu. I podobnie jak z miłością do Włoch, wpadłam po uszy.

Moja miłość do górskich szczytów

Jako dziecko spędzałam dużo czasu w górach. A to odkrycie! – powiecie, przecież mieszkam w górach. Praktycznie co weekend rodzice zabierali nas na krótkie wycieczki w te nasze góry. Znałam Kamionki, Rościszów, Jugów, Rzeczkę, Zieleniec, Sokolec i kilka innych miejscowości, z których wychodziliśmy na szlaki. Jednak wtedy „góry” w moim mniemaniu ograniczały się jedynie do Gór Sowich. Dokładnie tych, w których mieszkam od urodzenia. Raczej nie jeździliśmy do Karpacza, Szklarskiej czy Zakopanego. Dlatego, gdy po raz pierwszy pojechałam do cioci w Alpy Bawarskie, poczułam się jakbym dotknęła nieba. Górskie szczyty zatopione w chmurach zrobiły na mnie tak olbrzymie wrażenie i utkwiły w dziesięcioletniej głowie, że wracałam do nich pamięcią jeszcze bardzo długo. Jednak gdy fizycznie wróciłam w te Alpy kilka lat później, byłam rozczarowana. W tym czasie zdążyłam zobaczyć już parę innych górek i zachwycić się paroma innymi widokami. Jednym z tych zachwytów były Karkonosze. Dużo niższe, niegroźne, zielone i… czarujące.

Historia z Karkonoszy

Choć zderzenie z Karkonoszami było niełatwym wyzwaniem, to zapamiętam je do końca życia. Zaraz się dowiecie dlaczego. Musicie jednak wiedzieć, że przez wiele lat należałam do harcerstwa i stamtąd wywodzą się moje dzikie pragnienia, chęć nowych doświadczeń i ciekawość świata. W harcerstwie początkowo byłam zastępową, potem drużynową. Co roku, jesienią, odbywał (i nadal odbywa) się Rajd Granica. Kilkudniowy rajd pieszy po górach, właśnie po Karkonoszach. Pierwszy mój „start”, a ja już miałam pod sobą grupkę czwartoklasistów, którzy pierwszy raz wybrali się na wędrówkę w góry. Co więcej, ich rodzice chyba też wcześniej po górach nie wędrowali (pomimo iż w górach mieszkają). Dlatego ten rajd był taki wyjątkowy. Grupka dzieciaków, ja i jeszcze jeden opiekun. A do tego kupa napakowanych reklamówek i plecaków szkolnych. Łatwo się domyśleć, że te reklamówki nie bardzo tu pasują. Każdy, kto podchodził w życiu pod jakąś górkę wie, że bagaż w ręku to mało komfortowa i praktyczna sprawa. Jednak tak spakowanych maluchów było kilkoro. A my się wybieraliśmy na kilkudniowa wędrówkę po górach. Z bagażami przy sobie. Ile się dało, poprzywiązywaliśmy sznurkami do plecaczków, byleby nie dźwigać tego w rękach. Mimo wszystko marudzenie było słychać co chwile za plecami. I ja, choć sama chwilami ledwo dawałam radę (bo cześć bagaży i mi przypadło dodatkowo nosić), zaciskałam żeby i przekonywałam do marszu przed siebie. Marudzenie, marudzeniem. Póki dzieciaki nie wymuszały przystanków, szliśmy dość żwawo. A gdy pierwszego dnia, zbliżając się do schroniska, weszliśmy nieco wyżej, tak, że można było ujrzeć panoramę dookoła, dzieciaki zakochany się w widoku, który ujrzały. Nagle wszystkie bóle i zmęczenie poszły w niepamięć. Wraz z całym urokiem Karkonoszy przyszło ukojenie. I tak też narodziła się po raz kolejny moja miłość (w cierpieniach) do gór. Miłością zaraziły się też dzieciaki. Każdego kolejnego dnia było już łatwiej, bo maluchy nie marudziły, wiedząc, że lada chwila ich boleści zostaną wynagrodzone niesamowitą panoramą 🙂

Ta historia wcale nie jest zmyślona, ani podkoloryzowana. Sytuacja miała miejsce jakieś czternaście, może piętnaście lat temu. I pomimo, iż świadomość ludzi jest większa, a dostępność do sprzętu znacznie łatwiejsza, przestrzegam przed rozsądnym pakowaniem dziecka na wyprawę górską. Nawet jeśli to mikrowyprawa w pobliskie górki.

góry z dzieckiem

Zaraź innych górami

Nigdy nie wiesz, czy moment wejścia na pobliski pagórek, czy dopiero wyjazd w Alpy sprawi, iż się zakochasz. Miłość przychodzi znienacka. Nawet jeśli to tylko miłość do gór. Może wjazd kolejką i podziwianie panoramy ze szczytu, a może trud włożony w wędrowanie sprawi, iż stracisz głowę. Może to sarna przebiegająca Wam szlak, a może to stary pień pięknie wijący się w górę sprawią, że i Twoje dziecko zakocha się w wędrowaniu. Nigdy nie zgadniesz, który to moment i jaki wiek jest odpowiedni by pierwszy raz zabrać swojego malucha. Dlatego uważam, że warto dziecko zarażać swoją miłością od najmłodszych lat, miesięcy, tygodni… Bo czy taki niemowlak, jakim był mój Olo, gdy pierwszy raz zabraliśmy go w góry zapamięta, co widział? Z pewnością nie. Ale górskie powietrze, śpiew ptaków, czy odgłosy zwierząt z lasu stymulują jego rozwój lepiej, niż śpiewające zabawki na jego półce. Obecnie już dwunastomiesięczne rączki śmiało rozpoznają korę, mech czy szyszki. A radość jaka temu towarzyszy, nie jest powodowana przez żadne domowe zabawki. Ani te plastikowe, śpiewające, ani drewniane, ekologiczne. W lesie są najlepsze zabawki. W lesie jest najlepsza nauka. W lesie jest śmiech, radość i wolność, której nie doświadczysz nigdzie indziej. I wierzę, że właśnie tym zarazi się moje dziecko. Że któregoś dnia pokocha góry tak samo jak jego mama.

Długi weekend już za trzy dni! Zakochaj się w górach i zaraź tą pasją swoje dzieci – naprawdę warto! To co, gdzie planujesz wędrówkę?

z dzieckiem w góry

 

  • Natalia Fabrykiewicz

    Miło się na Was patrzy i motywujecie do działania! 🙂